Ania Szlagowska wraca do korzeni. „Halina” to hołd dla babci i sądeckiej ziemi
Najpierw był Nowy Sącz, Lachy Sądeckie i piosenki pisane jako nastolatka. Później „Pierwsza Płyta”, nominacja do Fryderyka, „Must Be The Music”, Męskie Granie, OFF Festival i kontrakt z Polydor Records. Teraz Ania Szlagowska otwiera kolejny rozdział – a „Halina” nie jest zwykłym singlem. To powrót do rodziny, Małopolski i wspomnień, które przez lata czekały na strychu w domu dziadków.
Od babci i akordeonu do nowego singla
Za nowym utworem kryje się historia znacznie bardziej osobista, niż mogłoby się początkowo wydawać. Inspiracją dla „Haliny” stała się babcia artystki, rodzinne wspomnienia oraz stary akordeon, który przez lata znajdował się na strychu domu dziadków w Małopolsce. Szlagowska przekłada tę historię na swój muzyczny język – współczesny pop spotykający się z folkową wrażliwością.
To właśnie tutaj nowa piosenka nabiera szczególnego znaczenia z perspektywy Sądecczyzny. Szlagowska nie traktuje folkloru jak dekoracji dodawanej do współczesnego popu. To część jej własnej historii. Artystka wychowała się w Beskidzie Sądeckim, a zainteresowanie kulturą ludową rozwijała m.in. w Zespole Regionalnym „Lachy Sądeckie”. „Halina” wpisuje się więc w coś większego – muzyczny powrót do korzeni, który w ostatnich miesiącach staje się jednym z najbardziej charakterystycznych elementów twórczości sądeczanki.
Nowy Sącz w jej muzyce. I Ania wcale tego nie ukrywa
Dla lokalnej publiczności historia Ani Szlagowskiej jest szczególnie ciekawa. Urodzona w 2000 roku artystka wychowała się w Beskidzie Sądeckim. Zanim zaczęła pojawiać się na największych festiwalach w kraju, przez kilka lat była zawodniczką UKS Dwójka Nowy Sącz, gdzie grała w piłkę ręczną. Jednocześnie coraz mocniej wciągała ją muzyka i lokalny folklor. Pierwsze piosenki zaczęła pisać już jako 14-latka.
Wychowałam się w Karpatach, w Beskidzie Sądeckim. Folklor przesiąkł mnie do tego stopnia, że zaczął przenikać do mojej twórczości.
Ania Szlagowska, wokalistka
I nie jest to wyłącznie deklaracja. W jej piosenkach pojawiają się ludowe zaśpiewy, inspiracje regionalną muzyką, a sądecka tożsamość coraz wyraźniej staje się częścią artystycznego wizerunku Szlagowskiej.
Najpierw „Ile?”, teraz „Halina”. Sądeckie korzenie wychodzą na pierwszy plan
„Halina” nie pojawiła się znikąd. W maju 2026 roku Szlagowska rozpoczęła nowy etap kariery, dołączając do Polydor Records Poland. Pierwszym efektem współpracy był singiel „Ile?”, stworzony wspólnie z Kubą Karasiem. I już wtedy Sądecczyzna mocno wkroczyła do jej nowego muzycznego świata.
Do teledysku artystka zaprosiła zespół pieśni i tańca, który wystąpił w strojach Lachów Sądeckich. Sama Szlagowska mówiła wówczas wprost, że nadchodzącą płytą chce zabrać słuchaczy w rejony swojego pochodzenia. Żartobliwie określiła nawet klip jako „Camp Rock, ale to Małopolska”. Dziś widać, że nie była to jednorazowa stylizacja. Po „Ile?” pojawia się „Halina” – jeszcze mocniej zanurzona w rodzinnej pamięci i małopolskich korzeniach. Zaczyna się z tego wyłaniać bardzo ciekawa koncepcja drugiej płyty: nowoczesna muzyka opowiadająca o świecie, z którego Szlagowska wyszła.
Od „Pierwszej Płyty” do Fryderyków
Droga do tego miejsca była szybka, ale konsekwentna. 17 października 2024 roku ukazał się debiutancki album „Pierwsza Płyta”. Powstał przy współpracy z cenionymi producentami, m.in. Mariuszem Obijalskim, Kubą Więckiem, Dawidem Płonką oraz Kubą Karasiem. Fizyczny nakład albumu wyprzedał się w ciągu kilku tygodni.
Album był muzyczną podróżą, w której pojawiał się również Nowy Sącz. Sama artystka tłumaczyła, że konstrukcja płyty przypomina przejazd pociągiem przez kolejne stacje – od Gdyni przez Oslo i Nowy Sącz aż po Warszawę – a poszczególne przystanki prowadzą słuchacza przez jej dzieciństwo, relacje i osobiste doświadczenia. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Na początku 2025 roku Ania Szlagowska została nominowana do Fryderyka w kategorii Fonograficzny Debiut Roku. To był już bardzo poważny sygnał, że dziewczyna z Nowego Sącza przestaje być jedynie obiecującą debiutantką.
Cztery razy „TAK”. Nowy Sącz zobaczyła cała Polska
Kolejnym przełomem okazał się udział w reaktywowanym programie „Must Be The Music”. Szlagowska wystąpiła tam z autorskim utworem „Zabić drozda”. Jury było jednomyślne – otrzymała cztery głosy „TAK”. Dawid Kwiatkowski mówił po jej występie, że może być jednym z wielkich odkryć programu.
W kolejnych etapach również prezentowała własną twórczość. W półfinale wykonała „Timothée”, ponownie zdobywając komplet pozytywnych głosów jurorów. Sebastian Karpiel-Bułecka zwracał uwagę na dziecięcą wrażliwość jej występu, a Dawid Kwiatkowski nie krył zachwytu. Co szczególnie istotne dla sądeckich odbiorców – Szlagowska nie ukrywała miejsca swojego pochodzenia. Polsat przedstawiał ją wprost jako „dziewczynę z Nowego Sącza”, podkreślając, że sama artystka z dumą mówi o swoich korzeniach.
Dawid Podsiadło mówił, że jest jej fanem
Jeszcze przed telewizyjnym sukcesem twórczość Szlagowskiej zwróciła uwagę jednego z najpopularniejszych polskich artystów. Dawid Podsiadło wspomniał o niej w podcaście „Podsiadło & Kotarski”, odnosząc się do wydania debiutanckiego albumu. Mówił wówczas, że poznał Szlagowską i jest fanem jej twórczości oraz mocno ją wspiera. Patrząc na to, co wydarzyło się później, słowa te brzmią dziś jeszcze ciekawiej.
W ciągu kolejnych miesięcy nazwisko Szlagowskiej zaczęło pojawiać się w programach dużych polskich festiwali. Sądeczanka występowała m.in. podczas Męskiego Grania, festiwalu ZORZA Dawida Podsiadły, OFF Festivalu, Letnich Brzmień, Enea Edison Festival, Great September i NEXT FEST. Za nią są również dwie własne trasy koncertowe. Pierwsza – „Pierwsza Płyta Na Żywo Tour” – objęła pięć polskich miast. Później przyszła kolejna, większa trasa „CIESZĘ SIĘ TOUR”, podczas której część koncertów została wyprzedana. Artystka występowała także na jubileuszowej trasie zespołu The Dumplings.
„Halina” może mówić sporo o tym, co będzie dalej
I właśnie dlatego najnowszy utwór jest tak interesujący. Po debiutanckiej płycie, nominacji do Fryderyka, telewizyjnym sukcesie i występach na największych festiwalach Szlagowska mogłaby próbować odciąć się od lokalności i stworzyć możliwie uniwersalny pop. Robi coś dokładnie odwrotnego.
Najpierw w „Ile?” pojawiły się stroje Lachów Sądeckich i deklaracja, że nowa płyta będzie podróżą do miejsc, z których pochodzi. Teraz w „Halinie” wraca do babci, rodzinnych wspomnień i starego akordeonu z domu dziadków. I być może właśnie tutaj znajduje się największa siła nowego etapu jej kariery. Bo w czasach, gdy pop bardzo łatwo może brzmieć podobnie niezależnie od tego, czy powstaje w Warszawie, Londynie czy Los Angeles, Szlagowska zaczyna budować swoją muzykę wokół czegoś, czego skopiować się nie da – własnej historii. A częścią tej historii są Nowy Sącz, Beskid Sądecki i ludzie, którzy ją ukształtowali.
Dla lokalnej społeczności to ważny sygnał: artystka z naszego regionu nie tylko odnosi ogólnopolskie sukcesy, ale też konsekwentnie pokazuje, skąd pochodzi. Jej muzyka staje się pomostem między nowoczesnym popem a tradycją, którą wielu z nas zna z domów rodzinnych. To dowód, że lokalna tożsamość może być atutem na największych scenach kraju.
Co dalej? Jeśli „Halina” jest zapowiedzią drugiego albumu, możemy spodziewać się wydawnictwa, które jeszcze mocniej niż debiut będzie osadzone w małopolskich korzeniach artystki. A dla fanów z Sądecczyzny to znak, że wkrótce mogą usłyszeć w jej piosenkach jeszcze więcej historii, które znają z własnych podwórek.
Informacje przekazała redakcja lokalnego portalu informacyjnego na podstawie materiałów promocyjnych artystki.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!